Krobielowice
Niedziela, 6 marca 2011
| Km: | 40.42 | Km teren: | 2.00 | Czas: | 01:54 | km/h: | 21.27 |
| Pr. maks.: | 42.66 | Temperatura: | 4.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Gary Fisher (Czarna Owca) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
„Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale…”
Tak można opisać parę pierwszych kilometrów , gdzie było pod wiatr! A wiało dziś, że hej! Jakoś wyjechałem z miasta i przez te pierwszych kilka wiosek jakoś się przemęczyłem. Cel był od początku jasny – pałac (zamek?) w Krobielowicach. Niby nie daleko a jednak te parę km za miastem (uff mam dość miasta). Dziś niedziela więc myślałem, że na drogach będzie spokojnie, nic bardziej mylnego. Tirów może trochę mniej ale szaleńców i tak nie brakowało… Najlepiej jechało się drogą między Kątami Wr. a Gniechowicami , było chyba „z wiatrem”. Prędkość koło czterdziechy bez większego wysiłku. W Krobielowicach parę zdjęć i zaraz z powrotem do domu.


„I kręci się, kręci się koło za kołem, i biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, i dudni, i stuka, łomoce i pędzi!!!”
Od Gniechowic to była po prostu porażka! Wiatr prosto w gębę, prędkość 18 na godzinę osiągana z wielkim wysiłkiem i łzami w oczach… Ale jakoś się dojechało :P
Tak można opisać parę pierwszych kilometrów , gdzie było pod wiatr! A wiało dziś, że hej! Jakoś wyjechałem z miasta i przez te pierwszych kilka wiosek jakoś się przemęczyłem. Cel był od początku jasny – pałac (zamek?) w Krobielowicach. Niby nie daleko a jednak te parę km za miastem (uff mam dość miasta). Dziś niedziela więc myślałem, że na drogach będzie spokojnie, nic bardziej mylnego. Tirów może trochę mniej ale szaleńców i tak nie brakowało… Najlepiej jechało się drogą między Kątami Wr. a Gniechowicami , było chyba „z wiatrem”. Prędkość koło czterdziechy bez większego wysiłku. W Krobielowicach parę zdjęć i zaraz z powrotem do domu.


„I kręci się, kręci się koło za kołem, i biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, i dudni, i stuka, łomoce i pędzi!!!”
Od Gniechowic to była po prostu porażka! Wiatr prosto w gębę, prędkość 18 na godzinę osiągana z wielkim wysiłkiem i łzami w oczach… Ale jakoś się dojechało :P





