Ślęża
Poniedziałek, 2 maja 2011
| Km: | 85.85 | Km teren: | 30.00 | Czas: | 05:02 | km/h: | 17.06 |
| Pr. maks.: | 49.77 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Gary Fisher (Czarna Owca) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj naoglądałem się górek i rowerów na Śnieżniku… Dzisiaj aż mnie energia rozrywała żeby gdzieś pojechać rowerem, na choćby małą górkę. Wymyśliłem „Wzgórza Oleszeńskie, Radunia, Ślęża”. Hmmm … Pogoda taka sobie więc wzgórza od razu sobie darowałem. A że wczoraj trochę pochodziłem po Śnieżniku to na wszelki wypadek z Raduni też zrezygnowałem. Została Ślęża. Wyruszyłem. Starałem się omijać główne drogi, od Gniechowic do Rogowa jechałem przez pola. W końcu dojechałem do Sobótki, tam z marszu od razu na przełęcz pod Wieżycą i 15 minut przerwy na papu i piciu. No i w końcu pod górkę! Skręciłem w czarny szlak (w lewo) i po chwili w prawo na szlak wiodący na szczyt Wieżycy. Zrobiło mi się gorąco, później jeszcze goręcej aż w końcu wjechałem na Wieżycę (415). Żółtym szlakiem pod przełęcz Dębową, następnie w prawo, w lewo… w prawo… Jednym słowem szerokimi drogami jak tylko najwyżej się dało. Po chwili byłem już na granicy rezerwatu przyrodniczego, na wysokości około 600 metrów. Stąd wjechać wyżej mogłem już tylko czerwono – żółtym szlakiem. Było trochę ciężko bo ludzi było dużo, w końcu majowy weekend. Ale jakoś dotarłem na sam szczyt (parę razy trzeba było zejść z roweru). A na Ślęży (718) wielki piknik. Do tego po chwili zaczął lekko padać deszcz. Więc zmyłem się stamtąd czym prędzej. Droga w dół między pielgrzymkami ludzi nie była zbyt ciekawa więc nie będę jej opisywał. Podsumowując: Było nieźle, ale trzeba koniecznie wybrać się na Śnieżnik!





