Wzgórza Oleszeńskie
Wtorek, 7 czerwca 2011
| Km: | 105.79 | Km teren: | 35.00 | Czas: | 05:45 | km/h: | 18.40 |
| Pr. maks.: | 60.82 | Temperatura: | 29.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Gary Fisher (Czarna Owca) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ładna pogoda i całkowicie wolny dzień skusił mnie na małą wycieczkę. Wymyśliłem: „Wzgórza Oleszeńskie, Radunia i Ślęża”. Brzmi wspaniale, odrobina dzikiego terenu na wzgórzach, dwa szczyty, fajne zjazdy. Z realizacją ambitnego planu od samego początku były problemy. W nogach czułem niedzielny wypad na Śnieżnik, a tam 27 km piechotą i łącznie 1670 metrów pod górkę… Ale wróćmy na rower… W okolice masywu jechało się dość ciężko, tylko chwilami prędkość dochodziła do 28 km/h. Picia ubywało z minuty na minutę. Do tego było dość gorąco. Już pierwszy podjazd z Winnej Góry był dla mnie ciężki. Natomiast podjazd na Gozdnik (pierwsza z brzegu górka) mnie zniszczył. Śnieżnik w nogach, do tego małe problemy zdrowotne (przemilczmy jakie to problemy) i stoję w środku lasu. Ciężko mi było jechać nawet po płaskim. Tempem żółwia doczłapałem się w okolice Raduni.

Tam zostawiłem za sobą niebieski szlak i objechałem górkę dookoła, by opuścić ją zjazdem w kierunku przełęczy Tąpadła. Stamtąd już standardową drogą do Wrocławia, w którym zrobiłem jeszcze kilka km żeby dobić do setki. Nie było źle, mogło być o wiele lepiej.

Tam zostawiłem za sobą niebieski szlak i objechałem górkę dookoła, by opuścić ją zjazdem w kierunku przełęczy Tąpadła. Stamtąd już standardową drogą do Wrocławia, w którym zrobiłem jeszcze kilka km żeby dobić do setki. Nie było źle, mogło być o wiele lepiej.





